Lęk przed powodzeniem

Witaj!

“Pracować mniej by spędzać czas z rodziną to mój wymarzony plan dnia”

 

Od pewnego czasu odczuwam lęk przed sukcesem. Dziwne co nie ? Mogło by się wydawać raczej że należy się bać niepowodzenia i tego że nie wyjdzie. Ja mam na opak. Kiedy człowiek jest przyzwyczajony do swojego życia i jest mu w nim dobrze można powiedzieć że to cały jego świat i wszelkie zmiany wprowadzają zamęt w codziennym byciu. Niestety w momencie podjęcia decyzji o próbie podjęcia zmian nie zdawałem sobie sprawy co to właściwie znaczy pokonywanie swojej strefy komfortu, teraz już pomału dociera to do mnie i czuje niepokój przed ewentualnymi zmianami, zmianami których oczywiście oczekuje ale oczekiwanie a realizowanie to zupełnie inne poziomy emocji które stają na mojej drodze do realizacji trudnych przedsięwzięć.  W momencie poszerzania swojej wiedzy z różnych dziedzin  skutkiem ubocznym jest też to że dowiaduje się ile jeszcze nie wiem, jak dużo muszę się jeszcze nauczyć, jak dużo muszę jeszcze przeżyć. Wydaje się to trochę przerażające i trudne no ale właśnie to jest przekraczanie tej mojej strefy komfortu a nie nie robienia nic poza codziennymi sprawami, na rzecz nowego nowego które ma przynieść wymarzone rezultaty.

Jak ostatnio wspominałem brakowało mi trochę siły, byłem zmęczony i potrzebowałem ostrzenia piły, postanowiłem iść do lekarza i zrobić kontrolne badania. Dobrze zrobiłem idąc do lekarza, niestety okazało się że mój sposób odżywiania i tryb życia  nie jest na dobrym poziomie i raczej mi szkodzi a nie pomaga, stąd to osłabienie. Muszę popracować nad dietą i wprowadzić aktywność fizyczną, kolejne przekraczanie strefy komfortu do zrealizowania. Ale co tam, dam sobie rade, przecież nie na darmo zajmuje się motywacją i dążeniem do celu.

Kilka wpisów wcześniej wspominałem o  zakupie kolejnej ciekawej publikacji, a mianowicie książce pt”4 godzinny tydzień pracy”. Pierwsze wrażenie z tytułu rozbudziło we mnie chęć stworzenia tak cudownego sposobu zarabiania by jak najwięcej poświęcać czasu swojej rodzinie a nie pracy. Mieć taki biznes który potrafił by generować zyski i właściwie sam się napędzał by móc poświęcić czas na rodzinę i pasje. Kiedy tak sobie teraz myślę i przypominam czas z początku kryzysu uświadamiam sobie i dociera to do mnie że to właśnie ten brak czasu był moim największym problemem. Kiedy ma się już tyle lat co ja i ma to szczęście posiadania małych dzieci które naprawdę potrzebują jeszcze naszej opieki i troski to wygospodarowanie czasu na rozwój osobisty i dążenie do celu jest nie lada wyzwaniem. Zdaje sobie sprawę z ograniczeń czasowych, z tego że przychodzę po pracy i mam ochotę na popołudniową drzemkę, nie mówiąc już nawet o odsypianiu nocnej zmiany. Często łapie się na tym iż mieszają mi się role, kiedy zajmuje się dziećmi czy domem myślami jestem np. w planowaniu biznesu czy działań marketingowych, zamyślam się nad  sprawami które muszę uzupełnić. Dokucza mi to. Postaram się bardziej by te sprawy załatwiać w czasie który zorganizuje przez wychodzenie ze strefy komfortu, jedynym słusznym rozwiązaniem które mogę zrobić to chodzić wcześniej spać a wcześnie rano wstawać, by nie zabierać czasu poświęconego rodzinie na moje biznesowo-rozwojowe sprawy.

Widzę również już różnice między mną z początku tego mojego pisania a teraz, może się to wydawać taką osobistą psychoterapią lecz nie wstydzę się tego. Widzę za to progres jaki osiągnąłem dzięki własnemu blogowi, dzięki nazwaniu własnych niepokoi i przemyśleń. Popracuje jeszcze nad większą systematycznością wpisów i ich merytoryką by opisując swoją historie i drogę dać dowód że marzenia się spełniają.